RODOWÓD
Jedną z rodzin będącą związaną z Gródkiem Jagiellońskim byli Czarnieńcy. Dzieje ,,familii’’ sprzed pierwszej połowy XIX wieku stanowią zagadkę. Możliwe, że nie pochodzili z Gródka, lecz jak według jednej z metryk – z Sądowej Wiszni.
Około 1850 roku, prawdopodobnie w Gródku Jagiellońskim przyszedł na świat Aleksander Czarnieńki. Był on synem Andrzeja i Marii Bobran [według innego źródła Anny Pobran]. W dniu 21 listopada 1875 roku, Aleksander ożenił się z 21-letnią Katarzyną Buć, córką Jana i Marii Lipnik pochodzących z Gródka. Ceremonia odbyła się w rzymskokatolickim kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku. Po ślubie, Aleksander i Katarzyna zamieszkali pod numerem 182.
W tym domu, w dniu 26.09.1876 roku przyszedł na świat ich pierworodny syn Michał. Chrzest odbył się w gródeckiej parafii.
Po Michale przychodzi na świat jego rodzeństwo :
– Antoni ur. 12.05.1878 r. w Gródku,
– Helena ur. 18.08.1880 r. w Gródku – wyszła za mąż 09.04.1918 roku w Gródku Jagiellońskim za Michała Łabowicza i miała z nim synów Feliksa i Zdzisława,
– Weronika ur. 13.01.1882 r. w Gródku,
– Władysław ur. 31.08.1883 r. – żołnierz armii C.K. podczas I wojny światowej. W grudniu 1916 roku przebywał na Węgrzech, skąd przesłał rodzinie swoją fotografię – brak dalszych informacji o jego losie,
– Stanisława ur. 01.06.1887 r. we Lwowie,
– Kazimierz ur. 24.09.1889 r. w Gródku,
– Franciszek ur. 30.03.1891 r. w Gródku,
– Karol ur. 12.04.1894 r. w Gródku.
W dniu 9 października 1901 roku Michałowi została wydana w Gródku książka robotnicza uprawniająca do wykonywania zawodu kowala.
17 listopada tego samego roku, Michał ożenił się we lwowskim kościele pw. św. Marii Magdaleny z Julią Dopart – córką Marcina i Tekli, pochodzących z Błażowej na Rzeszowszczyźnie.
Z metryki kościelnej wynika, że Michał dostarczył do tamtejszej parafii swoje świadectwo chrztu z Gródka Jagiellońskiego już 19 czerwca 1901 roku, co sygnalizuje, że uroczystość była planowana przynajmniej z pięciomiesięcznym wyprzedzeniem. Państwo młodzi po uroczystości zamieszkali w kamienicy przy ulicy Sapiehy 5 we Lwowie.
Michał i Julia w 1902 roku przeprowadzili się ze Lwowa do podmiejskich Brzuchowic. Wybór miejscowości nie był raczej przypadkowy. Od blisko 10 lat mieszkała tam siostra Julii – Katarzyna, której mąż Jan Cichocki był pisarzem w tamtejszym urzędzie gminy. W Brzuchowicach Czarnieńcy zamieszkali przy ulicy Lwowskiej 19 (obecnie 15).
BRZUCHOWICE
Miejscowość funkcjonowała jako lwowskie letnisko oraz ośrodek sportów zimowych. To także miejsce jednej z bitew o Lwów w latach 1918-19, oraz miejsce gdzie pierwsze dni II wojny światowej spędził Eugeniusz Bodo. W Brzuchowicach swoje wille posiadali przedstawiciele lwowskiej burżuazji, między innymi rodzina Leopolda Staffa, Luny Drexlerówny oraz architekta Henryka Zaremby. To właśnie w jego willi 31 grudnia 1931 roku, miał miejsce mord na jego córce, Lusi Zarembiance. Przeszło to do historii jako najgłośniejsza rozprawa kryminalna z czasów II RP pod postacią Chorwatki – Rity Gorgonowej, doczekując się własnego filmu fabularnego z lat 70 XX wieku – w okresie PRL.
Jak wynika z nr 22 i 23 Przewodnika Pożarniczego „Walka z Pożarem” z 1930 wydawanego we Lwowie, od roku 1900 z inicjatywy Karola Gigla w Brzuchowicach działała ochotnicza straż pożarna. Gwałtowny okres rozwoju jednostki przypadał na okres prezesury Leopolda Winnickiego oraz Jana Kobierzyńskiego, kiedy to brzuchowicka straż należała do najlepszych w okręgu lwowskim. W czasie Wielkiej Wojny cały majątek straży został zniszczony, jedynym ocalałym przedmiotem pozostał drewniany szkielet hydroforu. W powojenny rozwój straży największą zasługę przypisuje się ówczesnemu naczelnikowi, druhowi Michałowi Czarnieńkiemu.
Według tego samego czasopisma w dniu 20 stycznia 1920 roku, Michał Czarnieńki zwołał walne zebranie w celu przywrócenia po wojnie funkcjonowania straży pożarnej, wybierając na prezesa Konstantego Leszczyńskiego. Pieniądze na zakup potrzebnych materiałów budowlanych oraz przedmiotów były zbierane podczas organizowanych w Brzuchowicach zabaw, festynów i przedstawień. W 1925 roku, straży udało się odremontować ówczesną siedzibę i zebrać fundusze na zakup 20 mundurów. Latem 1926 Michał Czarnieńki ustąpił ze stanowiska druha, a w 1927 został uhonorowany przez Główny Związek Straży Pożarnych w Warszawie złotym medalem zasług na rzecz działań w brzuchowickiej OSP.
RODZINA CZARNIEŃKICH OD ROKU 1901


W dniu 06.10.1902 roku w Brzuchowicach przyszła na świat pierworodna córka pary – Aleksandra. Życie małej Oli nie trwało zaś długo, zmarła niecały tydzień później na drgawki. Po niej przyszło na świat jej rodzeństwo: 03.08.1903 r. Dominik, 01.06.1905 r. Franciszek, 22.11.1906 r. Klemens, 08.07.1908 r. Janina, 03.05.1910 r. Stanisław, 03.01.1913 r. Henryka, 01.06.1919 r. Roman, (zwani odpowiednio przez domowników Domkiem, Frankiem, Klemkiem, Janką, Staszkiem, Henką i Romkiem).


Warunki materialne rodziny jak na ówczesne standardy były bardzo dobre. Michał Czarnieńki był żywo zaangażowany w lokalną społeczność jako komisarz rządowy w latach 1924-1927, późniejszy radny gminy i druh ochotniczej straży pożarnej. Był on osobą bardzo przedsiębiorczą, a także oszczędną. Pomimo, że nie wiadomo w jakich warunkach przyszedł na świat, można się spodziewać, że gospodarstwo domowe jego rodziców nie różniło się zbyt wiele od galicyjskich standardów. Pierwotnie w Brzuchowicach otworzył on zakład kowalski, na który koncesję uzyskał w 1906 roku. Podczas I wojny światowej pełnił w wojsku austriackim stanowisko plutonowego. Oprócz tego na początku lat 20 założył na swojej parceli własną piekarnię i kiosk, który według dokumentów był późniejszych latach wynajmowany Michałowi Tybińskiemu. 



FRANCISZEK
Przyszedł na świat 1 czerwca 1905 roku w Brzuchowicach jako trzecie dziecko Michała i Julii. Z wykształcenia był elektrykiem. W 1928 roku ożenił się z pochodzącą z Brzuchowic Stefanią Gigiel. 23 lutego 1929 roku przyszedł na świat pierworodny syn pary – Bolesław Stanisław. 5 lat później, w marcu 1934 z kolei córka Albina. Po narodzinach drugiego dziecka stan zdrowia Stefanii się pogorszył, ostatecznie zmarła, przebywając jako pacjentka w szpitalu w Tworkach.
10 kwietnia 1944 roku, w kościele św. Anny we Lwowie Franciszek ożenił się z pochodzącą ze Lwowa Stefanie Dobryzńską z domu Droczek. Po II wojnie światowej osiedlili się w Ziębicach, gdzie Franciszek rozpoczął prace w lokalnym browarze.
KLEMENS
Klemens prowadził razem z ojcem Michałem rodzinny zakład kowalski, a także przynależał do lokalnej orkiestry strażackiej. Był osobą bardzo pracowitą. 26 października 1930 roku w Łozinie ożenił się z Katarzyną Żerebecką, córką Anny i Stefana z Wielkich Gór (część wsi Łozina, powiat gródecki). Miał z nią trzech synów: Adama, Mariana i Mieczysława.


27 lutego 1937 roku Klemens zmarł na zapalenie płuc, kończąc życie w wieku 30 lat. Jego żona przekazała wspomnienie, że swoją ostatnią noc przed śmiercią spędził w kuźni. Pogrzeb miał miejsce na brzuchowickim cmentarzu 2 marca. Jego najmłodszy syn zapamiętał, że podczas składania trumny do grobu, orkiestra strażacka grała na trąbkach w odświętnych szpiczastych hełmach. Grób Klemensa nie przetrwał do dnia dzisiejszego. Według relacji rodziny, która odwiedziła Brzuchowice w latach 60, na cmentarzu wciąż istniało wówczas jednie ogrodzenie wokół grobu, oraz część kutego krzyża.
JANINA
Janina w wieku 20 lat, poślubiła Mieczysława Angielskiego, piekarza pochodzącego z Jarosławia (woj. podkarpackie). Uroczystość miała miejsce w Brzuchowicach w dniu 27 października 1928 roku.
Małżonkowie zamieszkali w Gródku Jagiellońskim, gdzie prowadzili na rynku własną piekarnię. To właśnie tam przyszła na świat w 1936 roku jedyna ich córka – Maria.
Prawdopodobnie już w następnym roku, Angielscy przeprowadzili się do oddalonego o 170 km od Gródka Rymanowa Zdroju, gdzie przynajmniej od 1935 roku funkcjonowała ich druga piekarnia. Janina w tym czasie była w żywym kontakcie z rodziną, odwiedzając siebie nawzajem i przesyłając sobie swoje fotografie. Nawet po wybuchu II wojny światowej Angielscy nie zrezygnowali z odwiedzania swojej rodziny w Brzuchowicach.
Po zakończeniu wojny, Angielscy wyjechali w 1945 roku z Rymanowa do Głubczyc, gdzie rozpoczęli działalność piekarni przy ul. Wodnej. Po śmierci Mieczysława, Janina prowadziła ją samodzielnie, aż do czasu odebrania jej do niej praw przez komunistów w tzw. ,,bitwie o handel’’. 5 stycznia 1949 roku w Głubczycach wyszła powtórnie za mąż za Adama Więckowskiego.
HENRYKA
Druga z córek Julii i Michała niewiele mówiła o przeszłości. Jednym z jej przywoływanych wspomnień były obowiązki, jakie miała w domu wraz z siostrą, w zapewnieniu pracownikom ich ojca ciepłego posiłku podczas pracy. Henryka w młodości była osobą bardzo aktywną fizycznie i energiczną. Zachowało się wiele jej zdjęć z spędzonego czasu razem z przyjaciółmi, a także rodzeństwem m.in. na podróżach, jazdy na nartach i rowerze, czy spotkań towarzyskich.
Przed II wojną światową przynależała z bratem Romanem do brzuchowickiej grupy narciarskiej, biorąc udział także w zawodach. W 1939 roku Henryka poślubiła pochodzącego ze Lwowa Kazimierza Grimm’a – pracownika tamtejszej poczty. Po zakończeniu wojny wyjechała ze Lwowa wraz z mężem pierwotnie do Opola, skąd przeprowadzili się do Legnicy mieszkając tam wraz z córką Ireną.

ROMAN
Absolwent szkoły powszechnej we Lwowie, a następnie gimnazjum w Gródku Jagiellońskim. Przynależał do Związku Młodzieży Wiejskiej ,,Wici’’. Po ukończeniu edukacji, znalazł zatrudnienie jako urzędnik w starostwie powiatowym we Lwowie mieszkając przy ul. Stanisława Staszica 5. Sądząc m.in. po zdjęciach, był bardzo związany ze swoją siostrą Henryką. Przed wojną posiadał własny aparat fotograficzny. Zachowały się jego fotografie z podróży do Rymanowa Zdroju, Zakopanego, czy jazdy na nartach. W późniejszych latach ożenił się z Stanisławą Kostek, pochodzącą ze wsi Sokolniki, z którą miał jedyną córkę Marię.
W trakcie wojny, został pozbawiony posady urzędniczej. Znalazł on początkowo zatrudnienie w jednym z magazynów alteracyjnych na Hołosku we Lwowie, a następnie pracował w kuźni u swego ojca w Brzuchowicach. Podczas wojny, jego żona z córką przebywały u siostry Romana w Rymanowie Zdroju. W dniu 5 stycznia 1945 roku, został powołany w szeregi 50 pp Wojska Polskiego, z którego został zdemobilizowany w dniu 18 listopada.
Po wojnie Roman wraz z rodziną osiedli się w Olsztynie, skąd wyjechali do Bielawy. Tam na przełomie w 1947 roku Roman niespodziewanie spadł ze schodów, ginąc na miejscu. Po jego śmierci Michał i Julia wyprowadzili się do Głubczyc na Opolszczyźnie, gdzie mieszkała ich córka Janina. W Bielawie została jedynie Stanisława wraz z Marią. 
Z lat 1939-1945 zachowało się bardzo mało wspomnień. Z dokumentów, które przetrwały wiadomo, że do domu Czarnieńkich w Brzuchowicach po wybuchu wojny dolokowano jeszcze 5 rodzin m.in. żydowską rodzinę Neiss z Rozwadowa. Zachowało się wspomnienie jednego z domowników, że rodzina podczas wojny żyła w ciągłym strachu. Za okupacji sowieckiej obawiali się uznania za kułaków i wywiezienia na Wschód. Julia, spodziewając się tego scenariusza, miała zakopać w pobliskim lesie swoje kosztowności, aby nie zostały rozkradzione. Z biegiem czasu także i do Brzuchowic docierały wieści o panujących w okolicy czystkach etnicznych. W 1945 roku Czarnieńcy podjęli decyzje o wyjeździe. Michał miał zabrać ze sobą drewnianą skrzynię pełną narzędzi kowalskich. W Brzuchowicach natomiast miała pozostać wdowa po Stanisławie Czarnieńkim – Janina wraz z trójką swoich dzieci – Krystyną, Edwardem i Stanisławą, lecz o tej części rodziny wiadomo niewiele.
Rok 1947 był bardzo trudny dla rodziny Czarnieńkich. Na początku roku w Bielawie zmarł tragicznie Roman. Następnie niespodziewanie umarł Mieczysław Angielski, a 13 sierpnia 1947 roku w Głubczycach odszedł do wieczności także i Michał Czarnieńki.
Wdowa po Michale, Julia dożyła 79 lat. Zmarła w dniu 22 kwietnia 1954 roku w Głubczycach. Wiadomo, że jej śmierć była spokojna (miała nie obudzić się ze snu), lecz prawdopodobnie i nagła – w akcie zgonu wpisano godzinę 13:00. Ze wspomnienia wnuczki Julii wynika, że jej córka Henryka nie uwierzyła początkowo w śmierć własnej matki. Po otrzymaniu telegramu zawiadamiającego o jej śmierci zaczęła się śmiać, myśląc, że to żart, lecz śmiech po chwili przemienił się w straszliwy płacz.


Kontakt do rodziny: rafal1323@gmail.com







